Klosze z butelek plastikowych na młode sadzonki jako ochrona przed ślimakami.

przez Ogrodnicza Obsesja
249 wejścia

W zeszłym roku pierwszy raz zastosowałam plastikowe butelki 1,5 l i 5 l jako ochronę przed ślimakami. Podsumowałam ten eksperyment tutaj.
W tym roku mam sporo ślimaków dużych, czerwonych i znów zdecydowałam się zastosować butelki. Oto, jak się to sprawdza i co zrobiłam, żeby trochę tę metodę ulepszyć.

Po pierwsze, użyłam tylko dużych, 5-6 l butelek, którym obcięłam dno i z których usunęłam nakrętki tak, żeby stworzyć klosz z możliwością dostępu powietrza od góry.

Po drugie, wkopywałam/wkręcałam w ziemię je dość głęboko, żeby ślimaki się nie podkopały.

Zauważyłam, że ślimaki przechodzą sobie górą, więc… Zrobiłam z pociętej pieluchy tetrowej i gumek recepturek takie nakładki, żeby powietrze docierało, ale ślimaki nie przechodziły.
Dodam jeszcze, że po kilku dniach w upale część gumek nie wytrzymała, dlatego polecam może bardziej tutaj jakiś sznurek.

Kiedy stosuję te klosze? 
Kiedy rośliny są jeszcze malutkie – najczęściej dyniowate. Czekam, aż w środku urosną tak, żeby wypełnić butelkę – wtedy ściągam i jest mniejsze prawdopodobieństwo, że jeden ślimak zeżre całą roślinę w ciągu godziny… Staram się więc zmniejszyć takie ryzyko.

Młode sadzonki dyni po usunięciu kloszy z butelek.

Co jeszcze robię w związku ze ślimakami w ogrodzie? 

1. Sieję więcej na zapas i wysadzam – w ten sposób nawet, jeśli coś zostanie zjedzone, łatwiej macham ręką, bo jeszcze mam zapas.
2. Mam wiele innych roślin w warzywniku, które ślimaki lubią – a lubią prawie wszystko, łącznie z roślinami już zerwanymi. Czasem urywam im np. trochę wyki, która bujnie u mnie rośnie, o zauważyłam, że bardzo wiele ślimaków taką zerwaną wykę wybiera. W ten sposób odciągam je od tego, co ja też chcę zjeść.
3. Zbieram ślimaki i wynoszę poza działki. Dość regularnie i tym razem zamierzam to robić co jakiś czas przez cały sezon, nie tylko wiosną, kiedy jest to największe ryzyko zjedzenia przez nie młodych roślin.

Podobne tematy

0 komentarzy

Tomek z PP 11 czerwca 2019 - 07:35

Pierwsze zdjęcie wygląda, jak z horroru dla ogrodników. 😀
Myślę, że najistotniejszym czynnikiem, pomagającym ślimakom, jest odpuszczenie im jesienią. One bardzo długo są aktywne i składają jaja. A potem wiosną się dziwimy, skąd ich tyle się wzięło?

Odpowiedz
Anonimowy 11 czerwca 2019 - 07:59

Mam ogród tylko weekendowy, bo dość daleko od Wrocławia. Od kilku lat inwazja ślimaków z którymi walczyłam tylko w weekend, tak jak ty, zbierałam i za ogród, nie dałam się namówić na żadną chemię. Ale w ciągu tygodnia ślimaki robiły co chciały, więc pożytek z mojej pracy był mały. Już się śmiałam, że mają super stołówkę. Tej wiosny z uporem maniaka znowu siałam, sadziłam. Jeszcze teraz nie wierzę i z niepokojem o tym piszę, żeby nie zapeszyć, nie ma ślimaków!! Wszystko wzeszło, sałata sobie rośnie, buraczki, fasola też! Jestem na etapie czytania polecanych przez ciebie książek o permakulturze, więc myślę, że przyszedł predator, nie wiem kto (a bardzo jestem ciekawa) i po sprawie. Zapowiadają mi się super warzywka, jaka radość!

Odpowiedz
Ogrodnicza Obsesja 12 czerwca 2019 - 05:39

Dokładnie, w punkt. Moja lekcja 🙂

Odpowiedz
Ogrodnicza Obsesja 12 czerwca 2019 - 05:40

Gratuluję!! I dziękuję za podzielenie się! pozdrawiam.

Odpowiedz
Anonimowy 17 czerwca 2019 - 21:59

Ostatnio natknąłem się na miedziane obręcze, które mają odstraszać ślimaki. Ciekawe czy to działa https://miedziane.com/pierscienie-na-slimaki/

Odpowiedz

Zostaw komentarz

* Umieszczając komentarz, akceptujesz Politykę Prywatności tej strony.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia jej prawidłowego działania, korzystania z narzędzi marketingowych i analitycznych, zapewniania funkcji społecznościowych oraz systemu komentarzy. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie ciasteczek? Akceptuję Więcej informacji w Polityce Prywatności.

Polityka Prywatności i Cookies